Rowery Rzeszów

jaki-rower.pl





Autor Wiadomość
8 wrz 2009, o 19:16 Nieprzeczytany post
Avatar użytkownika
kilka fotek z mojego aparatu.

http://picasaweb.google.pl/wlochaty.rz/ ... Wrzesien09




Rzeszów – Gdańsk na rowerze. 02.09. – 08.09.2009

Na wyprawę o której myślałem od 2 – 3 lat a poważniej od zimy 2008 miałem jechać sam ale 2 dni przed wyjazdem okazało się ze dołączy się Miciu ;)
Plan miałem opracowany jakieś 2 tygodnie wcześniej. Oczywiście uległ on modyfikacji już na samym początku ale nieznacznie. A wyglądało to mniej więcej tak:

Dzień 1 czyli gdzie moje rękawiczki i skąd tutaj górki…
Środa 02.09.2009

O 7:30 ruszyliśmy z pod Tesco i ustalamy, że nie jedziemy do Kolbuszowej a przez Bratkowice i Kamionkę od razu do Mielca. Po 40km w Kamionce ściągamy jedna warstwę ciuchów z siebie i jemy po kanapce. O godzinie 11 jesteśmy już w Mielcu i jemy resztę tego co mamy.
Z wyjazdem z Mielca było ciężko ponieważ prawy pas (wylotowy) był remontowany, lewy był zawalony tirami a chodnik nie istniał – też był w remontach więc prowadzimy rowery po piasku i żwirze naszczęście tylko kilkaset metrów. Następnie skierowaliśmy się na Baranów Sandomierski. Asfalt był dobry i siły tez były więc nie schodziliśmy poniżej 27km/h. W Baranowie zatrzymaliśmy się pod sklepem gdzie podszedł do nas głuchoniemy gościu. Porozumiewaliśmy się z nim na „migi”. Gościu całkiem sympatyczny, „powiedział” nam żeby jechać na prom bo zaoszczędzimy w ten sposób kilka kilometrów a prom jest tani.
Na przystań było może z 3km. Kiedy prom po nas płynął ja poszedłem w krzaczki. Na drugim brzegu zakładam kask i… no właśnie gdzie mam rękawiczki ? Zostawiłem przy tych krzaczkach a prom odpływał na drugą stronę Wisły wiec trochę by zeszło zanim bym je odzyskał.
Pojechaliśmy dalej w kierunku Staszowa. Droga miała lekkie wzniesienie, była dziurawa a tiry na niej mijały nas na lusterka. Masakra. Ten odcinek był nieco męczący. W mieście postój pod sklepem i jazda dalej – zaczęły się podjazdy tylko skąd one się tutaj wzięły. Miało być płasko. Nie wziąłem pod uwagę tego ze liźniemy góry świętokrzyskie. Wyjeżdżamy na szczyt podjazdu i widzimy góry! No nie! Mieliśmy już około 120km za sobą a do Starachowic jeszcze kawałek. Słońce robi swoje ale na zjazdach mieliśmy chłodzenie. Dojeżdżamy do Łagowa, kupujemy pieczywo i serki na kolacje no i ketchup który stał się legendą za życia ;) Zastanawiamy się czy dojedziemy bo do zmierzchu zostało z 1,5h a przed nami ponad 30km po górkach. Dojechaliśmy nad jezioro w Stykowie pod Starachowicami na 18:30, w krzakach znaleźliśmy miejscówkę, rozbiliśmy namiot i zrobiliśmy sobie ognicho z kiełbaska i piwkiem.

Dystans 189.75 km
Czas jazdy 08:14 h


Dzień 2 czyli stan zapalny ścięgna Achillesa.
Czwartek 03.09.2009

Budzimy się o godzinie 6 a o 7:30 wyjeżdżamy z krzaczorów i po 10 km jesteśmy w Starachowicach. Szybkie zakupy i jazda – przez Wąchock i Skarżysko-Kamienną. W nogach mamy już 50km więc w Niekłaniu zatrzymujemy się na śniadanie. Szybkie bułki z serkiem na przystanku i kontynuacja jazdy. Asfalt w tragicznym stanie. Czasami na odcinku 200 metrów widzieliśmy wszystkie jego rodzaje – od białego po czarny. Łata na łacie. W miejscowości Przysucha teren w końcu zaczyna się wypłaszczać. Dojeżdżamy do Nowego Miasta N/Pilicą i zaczynam czuć ból w lewej nodze a dokładnie było to ścięgno Achillesa. W Nowym Mieście jemy po zapiekance i ruszamy do Białej Rawskiej. Boli mnie jak cholera więc smaruje ketonalem, łykam ibuproma i ładuje w siebie redbulla. Jest już po godzinie 16 a musimy do jechać do Mszczonowa bo tam był planowany nocleg. Na początku ledwo jadę przez tą nogę ale jak moja mikstura zadziałała dostałem kopa i Miciu nie musiał na mnie czekać. W Mszczonowie robimy zakupy i jedziemy w stronę jeziorek obok miasta. Mijamy ogromne magazyny handlowe i parking firmy Mostva na którym stoi kilka tysięcy nowiutkich samochodów wszystkich marek. Asfalt się kończy i zaczyna się droga nieutwardzona. Nad jeziorkami okazuje się że to rezerwat przyrody… hmmm można tutaj z namiotem czy nie ? Spotykamy jakąś panią, która jak się okazało jest zarządca terenu. Powiedzieliśmy skąd, gdzie i po co i bez problemu pozwoliła nam się rozbić. O godzinie 21 zaczęło padać i padało całą noc.

Dystans 168.19 km
Czas jazdy 07:37 h

Dzień 3 czyli lekka zamuła
Piątek 04.09.2009

Rano już nie padało ale było mokro, wyjechaliśmy o godzinie 8 w kierunku Żyrardowa. Od początku nie chciało mi się pedałować, noga bolała mnie dalej. Po 10km wjeżdżamy na stacje BP, korzystamy z łazienki, pijemy kawę i ładujemy telefony i gpsa. Zeszło nam do godziny 10. W Żyrardowie zakupy w markecie i jazda do Sochaczewa. A że to cały czas była główna droga to tiry nie dawały nam spokoju. Dalej przez wioski bocznymi drogami dojeżdżamy do Wyszogrodu i po raz drugi przekraczamy Wisłę mostem który miał chyba ze 2 km. W mieście dopadło mnie totalne zmęczenie i leń no ale cóż. Patrzymy na mapę i zastanawiamy się jak ominąć Płock ale w końcu zdecydowaliśmy się na przejazd przez miasto. Sam wjazd do miasta to istne piekło! Pobocza brak a prawa część pasa jest dziurawa i pofałdowana. Ruch ogromny bo było to koło godziny 17 i tak przez kilka km. W samym już centrum zatrzymujemy się na ciepłe szybkie jedzenie i ruszamy dalej. Fakt że jestem w Płocku trochę mi poprawił humor, pomogło tez 0,5l Burna więc ostro piłujemy do przodu żeby jakoś się z czasem wyrobić. Dojechaliśmy do Brudzenia D. gdzie zaopatrzyliśmy się w jedzenie i picie a że czasu mało to ciśniemy ile się tylko da w stronę Chalina. 100% mocy! Pod górki, po dziurach, pod wiatr… 25-30km/h, W pewnym momencie widzimy kilkanaście turbin wiatrowych, wyciągając aparat zgubiłem telefon, Wróciłem po niego – trochę się rozleciał ale działał ;) Objeżdżamy jeziorowo dookoła i w Mokowie szukamy miejsca na spanie. Jest tylko kawałek łąki na której pasa się krowy, w dodatku miejsce było na widoku 2 domostw ale jest godzina 19:10 i trzeba szybko się rozkładać. Ledwo postawiłem namiot i już przybiegł jakiś chłopak z jednego z domów, powiedzieliśmy mu co i jak, później przyszedł jego młodszy brat a później ich ojciec. Pogadaliśmy trochę i sobie poszli. Gościu był bardzo życzliwy chociaż rano nie wiele pamiętał z wczorajszej rozmowy ;)

Dystans 151.24 km
Czas jazdy 07:02 h


Dzień 4 czyli obsuwa czasowa i wmordewind
Sobota 05.09.2009

Budzimy się rano bo słyszymy że pada deszcz. Trzeba czekać aż przestanie. W między czasie jemy śniadanie i gramy w państwa-miasta. Miciu mnie rozgromił ale przynajmniej już nie pada chociaż wiatr dalej ostro szarpie namiotem. O 10:20 wyprowadzamy rowery na dziurawy asfalt bacznie obserwowani przez kilka krów ;) Jest zimno i mokro a my jedziemy do Lipna ze średnią prędkością 16km/h… Masakra. Wiatr nie dawał nam spokoju. Do lipna dojeżdżamy dopiero na godzinę 12. Jemy coś ciepłego i męczymy się dalej. Kolejne miasto do Golub-Dobrzyń w którym dopada nas zimna mżawka i lekki deszcz.
Bateria w gpse ledwo żyje więc zakładamy tam baterie z mojego telefonu. Stwierdziliśmy że trzeba nam dziś jakiś nocleg z normalnym łóżkiem, łazienką i prądem żeby wszystko naładować. Zabieram powrotem baterie i wykonuje kilka telefonów do Krzaka. Przestało padać więc jedziemy w kierunku Wąbrzeźna. Asafalcik niczego sobie ale sypnęła mi się kaseta. Straciłem 8-mke i 7-mke. Ratowałem się trójką z przodu. W Wąbrzeźnie – mieście widmo zatrzymujemy się koło Lidla na zakupy, dostałem smsa że 4 km od miasta jest domek nie drogi więc tam pojedziemy. Zaczęło padać a na nocleg wyszło 14km. Zmokliśmy okropnie, w sakwach stała woda ale przynajmniej mamy gdzie wysuszyć rzeczy. Domek full wypas. Kuchnia, TV, kanapy, fotele… aż nie wierzyłem. Dokręciłem kasetę w kole przy pomocy śrubokrętu i klucza nastawnego. Położyliśmy się spać koło godziny 23. Dzień ogólnie był bardzo męczący przez ten silny wiatr.

Dystans 103.20 km
Czas jazdy 05:13 h


Dzień 5 czyli je**ć Bobowo !!!!
Niedziela 06.09.2009

Wstaliśmy po 6, wiatr dalej był a chmury nie wyglądały na deszczowe. Spakowaliśmy się, oglądnęliśmy gumisie i o 8:30 wyjechaliśmy w stronę Grudziądza bocznymi wioskami. W mieście jesteśmy o 10 i jemy jakiś kebab, trochę chłodno się nam zrobiło więc trza kręcić. Po raz trzeci i ostatni przekraczamy Wisłę i jedziemy 18km po dziurawym asfalcie do Nowego. Noga dalej mnie boli, nawet trochę spuchła i trzeszczała przy zgięciach w kostce. Po drodze wyminęła nas grupa szosowców z samochodem treningowym za nimi… ze tez im się chce po takich dziurach jechać tak delikatnym sprzętem. W nowym szybkie zakupy i dalej w drogę. Buty mi nie zdążyły wyschnąć więc marzne w nogi niemiłosiernie. Przecinamy autostradę A1 i kierujemy się prosto w chmurę deszczową. Dojeżdżamy do Miasteczka Skórcz zatrzymując się po drodze kilka razy szukając schronienia przed deszczem. W Skórczu jemy w barze coś szybkiego. Właścicielka była taka miła że jak się dowiedziała skąd i dokąd to nam jeszcze soku za darmo dała. Sama pochodzi z okolic Zamościa. Powiedziała nam że do Starogardu gdańskiego jest 24km. Pojechaliśmy więc na Starogard. Zeszło nam koło 2godzin! Co chwilę deszcz. Byliśmy już i tak mokrzy kiedy zatrzymaliśmy się w nieszczęsnym Bobowie na przystanku. Staliśmy pod zadaszeniem z 20 minut albo lepiej, kilka przejeżdżających samochodów przykryło nas niezłą fala z kałuży więc ogarniała nas biała gorączka. Znowu w ruch poszedł telefon… do Krzaka. Znalazł nam spanie w Godziszewie. Przestało padać i nawet wyszło słońce więc jedziemy po tych kałużach do Starogardu. Po 10 km zatrzymujemy się w mieście, robimy zakupy i jedziemy na Gdańsk. Zaraz za miastem mieliśmy przyjemność jechać droga dla rowerów która leciała wzdłuż drogi głównej, później już normalnie główną drogą ale jechało się nam dosyć dobrze i szybko mimo tego ze kaseta znów mi się sypnęła. Jakieś 14km od miasta lądujemy w naszym pokoju w domu nad jeziorem. Pogoda znów zrobiła się syfiasta no ale mamy już ciepło i dach nad głową.


Dystans 122.18 km
06:10 h


Dzień 6 czyli „w końcu!”
Poniedziałek 07.09.2009

Rano pogoda była znośna – lekki wiatr i lekkie zachmurzenie. Spakowaliśmy się na rowery a właściciel budynku ku przestrodze (zadziałało to na nas zniechęcająco) opowiedział nam o swoim synu, którego 3 lata temu potrącił samochód. Pokazał nam jego rower. Wyglądał jak kostka złomu. Zmasakrowany. Odechciało nam się trochę jechać…
Wyjechaliśmy jednak o 8:30 do centrum miasteczka coś zjeść i o 9 ruszyliśmy na Gdańsk. Po 10km kaseta znowu się sypnęła… ale przynajmniej nie mieliśmy wiatru w twarz i po około 34km minęliśmy tabliczkę Gdańsk a po 20 minutach byliśmy w centrum. Troszkę się pogubiliśmy ale miałem przy sobie mapę gdańska a Miciu wspomagał nas ‘gipsem’ w telefonie. W pierwszej kolejności był zakup biletów na pociąg i tak też zrobiliśmy, później udaliśmy się nad morze. Przez całe centrum – kilka kilometrów jechaliśmy świetnymi, szerokimi, twardymi i równymi ścieżkami rowerowymi które nie łączyły się z chodnikiem dla pieszych. Coś wspaniałego. Aż chce się jeździć. O godzinie 12:00 wchodzimy na małe molo, robimy kilka zdjęć, później na plaże tez popstrykać i do restauracji obok. Obadaliśmy mapę i wypiliśmy sobie piwo na pół bo zaczynało ostro grzać.
Dalej pojechaliśmy do centrum na ulice Długą zobaczyć żurawia, neptuna i coś zjeść ciepłego. Pojedzeni i zadowoleni wróciliśmy się na PKP i czekaliśmy na pociąg relacji Gdańsk-Warszawa-Kraków.

Dystans 63.88 km
Czas jazdy 03:55 h

W Krakowie uczciliśmy sukces w na mieszkaniu Krzaka i we wtorek przed godziną 13 wsiedliśmy w pociąg do Rzeszowa ;)


Ogólnie 6 dni codziennej jazdy wymęczyło mnie dosyć, noga boli mnie cały czas. Miałem chwile że chciałem cisnąć ostro a miałem chwile że chciałem poprosić jakiegoś kolesia z ciężarówki żeby mnie podwiózł. Były dobre i złe dni. Dupa bolała, noga też, bywało gorąco i zimno. Było wszystko.
Ostatnio edytowano 11 lut 2010, o 01:17 przez wlochaty, łącznie edytowano 1 raz

 
 Góra
  Tytuł:
9 wrz 2009, o 23:23 Nieprzeczytany post
Avatar użytkownika

Posty: 489
Lokalizacja: Rzeszów / NM
No ładna wyprawa. Gratulacje :).


 
 Góra
  Tytuł:
10 wrz 2009, o 14:00 Nieprzeczytany post

Posty: 184
Lokalizacja: Rzeszów
:padam:


 
 Góra
  Tytuł:
10 wrz 2009, o 22:33 Nieprzeczytany post

Posty: 63
pełen szacun;) bardzo fajnie wam to wyszlo wszystko;) :padam: :padam:


 
 Góra
  Tytuł:
10 wrz 2009, o 23:09 Nieprzeczytany post
Avatar użytkownika

Posty: 127
Lokalizacja: Rzeszów-NM
Sprzęt: Radon x2
Pogoda próbowała nas zniechęcić, ale daliśmy radę- a warto było :)
U mnie na blogu są mapki z trasy- link/button w sygnaturce.



Obrazek


 
 Góra
  Tytuł:
2 mar 2012, o 22:31 Nieprzeczytany post

Posty: 126
Lokalizacja: Rudna Mała
No z mojej strony takze pełen szacun;] super sobie to obmyśliliscie , nie poddaliscie sie ;] i wgl ;] juz to ktos wyzej napisał;] z 2 strony dobrze ze sie nie rozchorowaliscie przez te pogode. ;] :hyhy: :) ;)


Ten na kołach złom to nasz prawdziwy dom..:)
Pozdro Krzychu798


 
 Góra
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 





  Podatek na rowery 1%

Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Korzystanie z forum oznacza akceptacje REGULAMINU
| Realizacja: Amiga Rzeszów|